środa, 6 sierpnia 2014

*3*

   Szłam krótszą drogą, aby jak najprędzej spotkać się z Alexem. Po drodze wstąpiłam do sklepu spożywczego. Kupiłam sok, było bardzo gorąco.
Już byłam prawie na miejscu, gdy skoczył duży, czarny pies przewracając mnie na ziemię.
- Kur*a! - krzyknęłam - Ja to dzisiaj mam pecha! Najpierw kawa, a teraz pies!
   Wstałam wściekła z ziemi. Nagle zauważyłam właścicielkę uciekiniera.
- Brutus, Brutus! - wrzeszczała - tyle razy Ci powtarzałam, żebyś nie skakał na ludzi! - wciąż krzyczała - Czy nic się pani nie stało? - zapytała.
- Nie, nic.. Poza tym, że idę na spotkanie z chłopakiem cała brudna! - odpowiedziałam.
- Najmocniej panią przepraszam, Brutus jest bardzo towarzyskim psem, nie chciał zrobić krzywdy.
- I nie zrobił, tylko całą mnie ubrudził.
- Zapłacę pani i jeszcze raz bardzo przepraszam.
- Nie trzeba. Do widzenia.
I szybko poszłam w stronę miejsca, w którym miałam spotkać się z Alexem. Nareszcie doszłam. Usiadłam na ławeczce. Porozglądałam się wokoło, ale nigdzie go nie było. Minęło 45 minut.
- Wystawił mnie - zaczęłam śmiać się sama do siebie - tak, zaufaj obcemu chłopakowi.
Siedziałam tak jeszcze chwilę po czym odeszłam.

_____________________________________
Krótka, ale zawsze jest! Do następnej części!
PATKA